FUNDAMENT AUTORYTETU

Fundamentem autorytetu uczonego nie powinna być wiedza, ale mądrość; ta mądrość, która według króla Salomona „nie wnijdzie do duszy złościwej”. Aby autorytet uczonego przetrwał próbę czasu, prócz wiedzy musi on mięć też nieprzeciętne zalety umysłu i charakteru. Michał Faraday, jeszcze jako osiemnastoletni czeladnik introligatorski łaknący wiedzy, dopuszczony łaskawie przed oblicze Humpreyą Davy’ego – wówczas już sławnego uczonego — z głęboką’ wiarą wyraził przekonanie, że niezmiernie wysoki musi być poziom moralny każdego uczonego badacza natury. W istocie, ten „marzyciel” miał słuszność. Niestety, ideał taki nieczęsto można spotkać, ani w naszych czasach, ani dawniej. Toteż doświadczpny Sir Humprey miał mu podobno odrzec z uśmiechem: „Pozostawmy lepiej tę sprawę dalszemu doświadczeniu pańskiego żywota!”

OPARCIE AUTORYTETU

Autorytet oparty tylko na aktualnej wiedzy jest kruchy jak wiedza, która dzisiaj starzeje się z człowiekiem, a nawet znacznie szybciej niż człowiek. Cóż zostaje z autorytetu wiedzy nabytej z upływem lat? Autorytet naukowy zdobywa się w swym środowisku przede wszystkim pracą twórczą, nie samą wiedzą. Charakterystyczna jest opinia uczonego (fizyka) o wiedzy nabytej i twórczości [2]; „Erudyta rzadko potrafi być twórcą: myśl bujna zamiera w objęciu encyklopedii; sceptyk dostrzega moż­liwości be^ liku i niczego nie potrafi być pewny, Szkolna wiedza, dla miernot zbawienna, nagina zuchwały umysł, podobnie jak nagina kręgosłup; męczy wzrok, gdy kształcąc, oszczędzać go winna. Szkolna wiedza jak często! bywa pożyczona, niezdarna, więc nie umie być żyzna”.

NA TLE AMBICJI

Ileż na tle tych ambicji zdobycia autorytetu powstaje kompleksów, fru­stracji, ile sporów i niechęci między ludźmi z tego samego środowiska, ile ciężkich zawodów życiowych! Czy tp jest potrzebne i nieuniknione?Autorytet, a przynajmniej jego odczuwanie, może istnieć jak wodzostwo tylko w formacji jednostka plus zespól, Robinson Kruzoe nie mógł być autorytetem, czuć się nim, dopóki nie miał Piętaszka.Jak powstaje, jak się rodzi autorytet naukowy w sposób naturalny, jeżeli nie jest formowany sztucznie, bo i to się zdarza? Czy wiedza, eru­dycja są podłożem zdolnym do wytworzenia wokół jednostki — uczonego – nimbu autorytetu? Zapewne tak, ale jeżeli to jest tylko wiedza nabyta, suma informacji zakodowanych w umyśle, to nie będzie to monumentum aere peraennius.

BYĆ AUTORYTETEM

Być autorytetem to według definicji encyklopedycznej „być człowiekiem mającym powagę, ogólne uznanie, znaczenie, głos przeważny 1.Niewątpliwie, każdy pracownik nauki, każdy uczony, ale nie tylko on, każdy najmniejszy specjalista, każdy wreszcie ambitny człowiek marzy o tym w głębi serca, aby być uznanym autorytetem w swojej specjalności, w swoim warsztacie pracy, w całym swoim środowisku. Jan Parandowski patrzy jeszcze dalej [3]: „Człowiek stara się przetrwać w ustach ludzkich na całą przyszłość. Cierpi, że nie może być sławiony przez całą przeszłość we wszystkich krajach. To nie śmieszne, to głęboko ludzkie. Człowiek musi wierzyć, że pracuje nad czymś wiecznym”.

W JAKIEJŚ DZIEDZINIE

Jeżeli w jakiejś dziedzinie czy w konkretnym zagadnieniu mało mają do powiedzenia nauki podstawowe, a więcej znaczy empiria, rutyna i doświadczenie nabyte dzięki długoletniej praktyce, wtedy do głosu muszą dojść fachowcy, praktycy, eksperci, oczywiście w tym zakresie autorytety. Twierdzenie Pitagorasa obowiązuje i jest na ogól uznawane nie dlatego, że je sformułował ten skądinąd szanowny Grek, lecz dlatego, że można łatwo dowieść jego absolutnej słuszności (oczywiście w przestrzeni euklidesowej)! W przypadku konieczności wykonania trudnego zabiegu chirurgicznego, jak operacji na otwartym sercu – wymagającej poza gruntowną wiedzą jeszcze wielkiej rutyny i zręczności operatora – chętniej jednak powierzymy się opiece doświadczonego chirurga, autorytetu w tej specjalności sztuki lekarskiej, niż rękom młodego, choć rokującego najlepsze nadzieje uczonego medyka.

ZEWNĘTRZNE POZORY

Niechaj nie zwodzą go zewnętrzne pozory, niechaj się nie kieruje przyjemnym mu przypuszczeniem; nie wolno mu do żadnej szkoły należeć, nie wolno w poglądach mieć mistrza. Powinien miec uszanowanie dla rzeczywistości, lecz nie dla osób. Jego pierwszym hasłem, pierwszym dążeniem jest prawda”. Po stu pięćdziesięciu latach, które upłynęły od napisania tych słów, nie trzeba tu nic zmieniać, niczego dodawać. Gdzie i kiedy autorytety – w zakresie wiedzy, sztuki czy umiejętności — są cenione najbardziej, poszukiwane i wzywane do działania lub wypowiadania opinii? Przede wszystkim tam, gdzie wiedza podstawowa nie jest dostateczna albo nie jest ogólnie dostępna.

PRAWDZIWA NAUKA

Nauka prawdziwa lęka się twierdzeń apriorycznych, narzuconych, me uzasadnionych ścisłym dowodem. Jej pierwszą troską, jej podstawą jest uzasadnienie logiczne, wywód matematyczny albo też stwierdzenie doświadczal­ne w poprawnie wykonanym eksperymencie. Niedobrze się dzieje w nauce tam, gdzie jedynym dowodem jest wypowiedź autorytetu, a jeszcze gorzej, jeżeli status autorytetu osiąga się innymi drogami niż drogą żmudnej i owoc­nej pracy naukowej’.   Ojciec elektrotechniki, Michał Faraday, tak scharakteryzował badacza nau­kowego (cytuję w przekładzie Władysława Natansona [2]): „Badacz powinien chętnie przyjmować każdą uwagę lub radę pomocną; orzec jednakże w końcu musi własnym swym sądem.

GORSZE PRZYPADKI

Bywają bowiem przypadki znacznie gorsze, kiedy dzierżące władzę w instytucjach naukowych autorytety dyskredytują z góry nowe koncepcje odbiegające od urzędowej wiedzy albo własnych teorii czy metod naukowych. Jeżeli autorytet uzyska  eszcze poparcie instytucjonalne – religijne, pań­stwowe lub polityczne — to już jest zupełnie źle, nawet może być katastro­falnie. Nie potrzebuję przypominać trudności, jakie napotkała teoria Kopernika ze strony autorytetów naukowych i religijnych. Nie potrzebuję przypominać licznych przykładów ze współczesnej historii nauki, jak nowe odkrycia, nowe teorie z trudem znajdowały uznanie w skost­niałych- środowiskach naukowych, a ich twórcy byli bezlitośnie zwalczani przez uświęcone autorytety.

POWSZECHNE I ZNANE

Jest dosyć powszechne i znane, że nawet genialni uczeni, twórcy no­wych kierunków, a nawet przewrotów epokowych w nauce, z biegiem lat — w miarę starzenia się intelektu, ale może nie zawsze i nie tylko dlatego — mogą wpływać hamująco na postęp własnej gałęzi wiedzy. Uznają nowe po­glądy, nowe rozwiązania jako błędne i w najlepszym razie uchylają się od ich dyskutowania. Jednym z przykładów klasycznych jest Albert Einstein, który nie uznawał czy nie doceniał znaczenia teorii kwantów dla rozwoju nauk fizycznych. Podobno, zapoznawszy się z pracami Heisenberga i Diraca, miał się wyrazić: „jeżeli to prawda, to jest to koniec fizyki”. Na chlubę wielkiego uczonego należy przypisać, że nie powiedział kategorycznie,, że „to-jest nieprawda”, tylko ostrożnie, warunkowo, Jeżeli to prawda” – ze skromnością wielkiego umysłu.

Z WCZESNEGO DZIECIŃSTWA

Sam pamiętam z wczesnego dzieciństwa, jak uczono mnie Arysto- telesowskiego poglądu na świat składający się z czterech „żywiołów” – woda, ziemia, ogień i powietrze lu Arystotelesa w łacińskiej interpretacji były to essentiae, piątą kategorią, o której już mi nie mówiono, była essentia ąuinła – materia gwiazd). Podam jeszcze przykład drobny, anegdo­tyczny: w pismach Stagiryty było gdzieś stwierdzone, że z głębokiej studni w dzień słoneczny można dostrzec gwiazdy na niebie. Jest to oczywisty nonsens, łatwy do obalenia przez każdego amatora, który ma na to ochotę i studnię lub głęboki szyb do dyspozycji. Błędu tego przez dwa tysiące lat nikt jednak nie ośmielił się sprawdzić i sprostować, a stwierdzenie to było powtarzane nawet w literaturze pięknej. Podobnie było z muchą, której Arystoteles przypisał osiem nóg.

error: Content is protected !!